Rozdział 2
Rano obudziłam się, bo poczułam zapach naleśników. Wstałam,
ubrałam się w ciuchy, które kupił mi Taylor, umyłam i zeszłam do kuchni.
Christian już tam siedział, popijając kawę i czytając gazetę.
-Dzień dobry- odrzekłam. Wtedy jego wzrok skierował się na
mnie.
-Dzień dobry Anastasio. Przepięknie wyglądasz- uśmiechnął
się.
-Dziękuję.
-Głodna?
-Troszeczkę.
-Naleśniki mogą być?
-Oczywiście.
Usiadłam obok niego na stołku barowym.
-Jak się czujesz?- zagadnął.
-Lepiej, niż powinnam.
-Jesteś dla siebie zbyt surowa- w jego oczach zniknęła
radość.
-Wybacz. Tak już mam.
-Wybaczam. A teraz jedz. Taylor zawiezie cię potem do domu.
Christian jest człowiekiem, który uwielbia wydawać rozkazy.
Pan Generał się znalazł. Wyobraziłam go sobie w mundurze z różnymi
odznaczeniami. Ależ wyglądałby seksownie. Mogłabym być pod jego musztrą. Na
twarzy wykwitł mi uśmiech.
-Cieszę się, że masz dobry humor.
Na twarz wpłynął mi rumieniec. Oczywiście, a jakże by
inaczej. Po śniadaniu ubrałam swoje buty, a Christian odprowadził mnie do
windy.
-Dziękuję ci za wszystko. Za lekarza, ciuchy, nocleg, leki,
śniadanie… Nie wiem, jak mam ci się odwdzięczyć.
-Uważaj na siebie. To wystarczy.
-Nie ma sprawy. Do widzenia Christianie.
-Do widzenia Anastasio.
Spuściłam głowę i poszłam za Taylorem do windy. Przez
większość drogi myślałam o Christianie.
-Taylor?- zagadnęłam.
-Tak, proszę pani?
-Mogę wiedzieć ile zapłaciłeś za te ubrania?
-Pan Grey nie byłby zadowolony, gdybym pani powiedział.
-Proszę.
Spojrzał w tylne lusterko, po czym westchnął.
-Czterysta dolarów.
ŻE CO?! Cztery stówy?! Nie może tak być. Christian
przesadza.
-Poczekaj chwilę- rzuciłam i wybiegłam z auta. Rozbiłam moją
skarbonkę, którą dostałam od ojczyma Raya i wyciągnęłam z niej cztery
studolarowe banknoty. Wróciłam do Taylora i mu je wręczyłam.
-Panno Steele, proszę je zatrzymać.
-Nie Taylor. Przekaż je panu Greyowi i powiedz, że jestem mu
wdzięczna i jeszcze raz dziękuję.
Patrzył na mnie niepewnie.
-Proooszęęę- zrobiłam smutną minkę.
Przez jego twarz przemknął cień uśmiechu.
-Dobrze.
Uściskałam go.
-Dzięki. Jesteś super. Do zobaczenia kiedyś.
-Do widzenia panno Steele.
Radosna weszłam do mieszkania. Kate siedziała z herbatą w
ręku.
-Ana! Nareszcie!
-Nie mów, że się o mnie martwiłaś.
-Jasne, że tak. Zawsze się martwię. No dobra. Nie zawsze,
ale często.
Zaśmiałam się. Następne kilka dni minęło spokojnie. Kate
była jak zwykle niesamowicie ciekawa gdzie się podziewałam, ale dopiero po 3 kieliszku
wina zaczęłam sypać.
-Zostałam u Christiana ale to wiesz. Zadzwonił po lekarza,
wzięłam leki i poszłam spać. To tyle.
-Liczyłam na jakieś pikantne szczegóły, a nie wydarzenia jak
z jakieś taniej telenoweli o lekarzach.
Wybuchłam śmiechem. Nie wiem czy to przez to jakże śmieszne
porównanie czy promile radośnie płynące w moich żyłach.
-Wiesz, jutro jest trening, może wpadniemy na chwilę?-
zrobiła minę zbitego psa.
Zastanowiłam się. Gdzieś głęboko w środku liczyłam na to, że
spotkam tam Christiana. Ae z drugiej strony do głosu doszedł rozsądek. Przecież
on jest szefem ogromnej korporacji , nie będzie przyjeżdżał na jakiś głupi
trening.
-Proooooszę.
-Niczego ci nie obiecuję.
Wrzasnęła i przytuliła mnie mocno.
Spokojnie Kate… No to teraz twoja kolej. Który jest z tym
szczęściarzem?
-Zobaczysz jutro. Gra z numerem 16 i ma na imię Josh. Jest
taki uroczy- zachichotała jak nastolatka. Proszę bardzo, Kate się zakochała.
***
-Nie uważasz, że to trochę zbyt odważne?
-Przestań. Masz świetne nogi, a ciągle je ukrywasz. Jest
wiosna i ta sukienka idealnie na tobie leży.
Ja bym tego nie powiedziała. Była ładna, to prawda. Przed
kolano biała w małe różyczki na szerokich ramiączkach.
-Uhh, niech ci będzie- powiedziałam, po raz tysięczny
poprawiając jej dół. Ciągle miałam wrażenie, że widać mi tyłek. Wchodząc na
halę z daleka zauważyłam chłopaków z
drużyny. Podeszłyśmy bliżej. I wtedy go zauważyłam. Siedział w pierwszym
rzędzie z górą papierów, co jakiś czas rzucając okiem na poczynania jego
drużyny.
-No idź, zagadaj!- Kate popchnęła mnie lekko. Nie zdążyłam
się odezwać, bo już machała do Josha. Wdech, wydech. Dasz radę Ana. Poprawiłam
sukienkę i nieśmiało podeszłam do niego. Kiedy tylko mnie zauważył, odłożył
długopis i wstał.
-Wow, Ano, wyglądasz cudownie- ujął moją dłoń i lekko
ucałował.
Mimowolnie wstrzymałam oddech.
-Dzięki…
Nie wiedziałam zbytnio co teraz zrobić.
-Proszę usiądź- wskazał na krzesło po swojej lewej stronie-
Jak się dziś czujesz?
-Bardzo dobrze, dziękuję- bawiłam się koronką sukienki.
Cóż za krępujące spotkanie. Podniosłam wzrok na parkiet.
Drużyna zdążyła się rozgrzać i zaczęli grać. Poruszali się stanowczo, lecz z
gracją. Kate gdzieś na tyłach hali siedziała z Joshem. Pokręciłam tylko głową.
To Kate, którą znam. Obróciłam głowę, by zagadać o coś Christiana, lecz gdy
tylko to zrobiłam, poczułam jego wzrok na moich ustach. Odruchowo je
przygryzłam.
-Masz może ochotę na kolację?- rzucił, jakby to była
najprostsza rzecz na świecie.
-Yyy… Tak, znaczy dob- dobrze- dukałam zaskoczona. Christian
uśmiechnął się lekko.
-Od razu po meczu Taylor może zabrać nas do restauracji.
-Okej.
-A właśnie. A propos Taylora. Nie wiesz przypadkiem skąd
miał czterysta dolarów?- uniósł brew.
Ups.
-Ja? Nieee. Skąd mam niby wiedzieć?
Przewrócił oczami.
-Ana, ja nie chcę, żebyś oddawała mi za wszystko pieniądze.
Mam ich dużo.
-Christianie, ja nie chcę twoich pieniędzy.
Naburmuszył się trochę. Położyłam dłoń na jego ramieniu.
-Będę szczęśliwa, kiedy będziemy utrzymywać kontakt, a nie,
jak wydasz na mnie kasę.
-Zgoda- burknął- Ale pozwól mi dzisiaj zapłacić za kolację.
-Niech będzie. Ale na tym koniec.
Uśmiechnął się chytrze.
-Ciężka z pani zawodniczka, panno Steele.
-To miłe z pana strony- zrobiłam to samo.
Po treningu Christian zabrał mnie od razu do restauracji.
Zamówiliśmy sobie dania i zaczęliśmy rozmawiać. Rozmowa była lekka i przyjemna.
-Ana?
Podniosłam wzrok.
-Czemu się smucisz?
-Nie smucę. Przypomniałam sobie tylko o pogrzebie mojej
babci i muszę się jutro na niego uszykować.
Zamknęłam oczy i poczułam w gardle gulę. Łzy cisnęły się do
oczu niemiłosiernie.
-Hej, nie płacz. Mogę jutro tam z tobą pójść, jeżeli ci to
pomoże.
-Naprawdę mógłbyś?
Pokiwał głową.
-Dziękuję. Na pewno będzie mi raźniej- posłałam mu słaby
uśmiech.
Po kolacji Taylor odwiózł mnie pod dom.
-Dziękuję za kolację. Było świetnie.
-Do usług Madame- ucałował moją dłoń- O której jutro mam
być?
-Koło dziewiątej.
-Już się nie mogę doczekać naszego spotkania. Oczywiście
szkoda, że w takich smutnych okolicznościach.
-Jeszcze będą inne okazje- ścisnęłam jego dłoń.
-Do jutra więc.
-Do jutra Christianie.
Odwróciłam się i weszłam do domu. Oczywiście na samym
początku Kate obskoczyła mnie z pytaniami.
-Jaki on jest?- przesłuchanie panny Kavanagh.
-W jakim sensie?
-Ty już świetnie wiesz- poruszyła brwiami.
-Kate, błagam cię! Nie pytaj mnie o takie rzeczy! To, że
jest bogaty, to nie znaczy, że od razu się na niego rzucę. Nie interesuje mnie
jego stan konta.
-Rany, Ana. Jesteś strasznie dobroduszna. Musisz czasem być
egoistką, jeżeli chcesz mieć coś z życia.
-Uwierz mi, że nie mam zamiaru.
Nie czekając na odpowiedź udałam się do swojej sypialni.
Zabrałam rzeczy i poszłam do łazienki, żeby wziąć prysznic. Zasnęłam szybko, a
w nocy śnił mi się Szary.
*********************************************************************************
Hejka! Ten rozdział dodaję na szybko, bo mam szlaban na komputer przez oceny i mama myśli, że robię tylko zadanie z matmy z koleżanką. Nie wiem, kiedy pojawi się następny rozdział, pewnie nie prędko. I przepraszam, że nie komentuję, ale zwyczajnie nie mam sposobności i głowy do tego. Nadrobię to w wolnym czasie.
Zapraszam do komentowania!
Pozdrawiam
~Bunia ;3

Christian i te jego rozkazy. Kontroler tego stulecia. Nie wiem czemu, ale mam banana na ryjku czytając twoje opowiadanie. Jest o wiele lepsze i trochę łagodniejsze.
OdpowiedzUsuńCo do szkoły ta mam bardzo podobnie. Wykańcza mnie, to masakra. Nie dość, że prowadzę bloga, chodzę na dodatkowe lekcje, to dla moich kumpeli, piszę FanFic o Percy'm. Prawdopodobne, że kiedyś będę to opowiadanie pisać od tak :)
Ale wracając do Szarego...rozdział mi się podobał i już nie mogę się doczekać nowej notki. Mam nadzieję, że oceny się polepszą, i szkoła wszystkim nam da żyć XD A no i będziesz mogła częściej dodawać, bo brakuje nam ciebie.
Życzę masy weny i powodzenia w szkole!
Przepraszam za błędy
Pozdrawiam