niedziela, 22 listopada 2015

Chapter 3 "Specyficzny gust Szarego"

Dodaję szybko, bo mama dała na chwilę kompa i lecę oglądać wyścigi konne w telewizji ;3 Zapraszam do czytania. A co do opowiadań z MJ to nie wiem kiedy coś wstawię. Mam zastój, nie wiem co pisać i takie tam. Ale zapraszam i mam nadzieję, że nie będziecie uprzedzeni, tylko dlatego, że to opowiadanie jest o Christianie. Pierwsza część filmu nie oddaje całego Grey'a więc nie skreślajcie go na wstępie. 
Zapraszam :3 
*********************************************************************************

Wstałam o siódmej i zaczęłam szykować się na pogrzeb. Czemu bliscy muszą odchodzić tak szybko? Z zadumy wyrwał mnie dzwonek do drzwi.
-Witaj Ano. Gotowa?- zapytał mnie Christian, ubrany w czarny garnitur.
-Chyba bardziej już nie będę…- mruknęłam. Zabrałam bukiet dla babci i wyszliśmy. Przez całą drogę nie odzywałam się ani słowem.
Na miejscu była już mama i Ray. Podeszłam do niej i się przytuliłam. Ona płakała bardziej, niż ja. Kiedy zakopywali trumnę, Christian objął mnie  ramieniem. Każdy położył znicz i się przeżegnał. Po stypie nie miałam ochoty jechać do domu. Pojechaliśmy więc do rezydencji pana Greya.
-Chcesz się czegoś napić?- zapytał się mnie.
-Nie, Christianie. Dziękuję, ale nie mam nastroju.
Posłał mi smutne spojrzenie i usiadł obok. Nie mogłam wytrzymać jego wzroku, więc spuściłam głowę i przygryzłam wargę.
-Nie rób tego Ano- mruknął. Patrzyłam na niego pytająco- Jeżeli nie przestaniesz, to źle się to skończy.
-Co masz na myśli?- wyszeptałam.
W jego oku dostrzegłam błysk.
-Nie chcesz wiedzieć.
-A co, jeżeli jednak chcę?
Uśmiechnął się lekko.
-Nie dzisiaj Anastasio. Innym razem- schował mi kosmyk włosów za ucho.
Moje wewnętrzne „ja” krzyczy jak nastolatka, która umówiła się z wymarzonym chłopakiem. Christian Grey składa mi tajemniczą obietnicę. To dopiero coś!
-Twoja mama jest świetną kobietą- odrzekł.
-Ona ma męża- zaśmialiśmy się.
-Nie mówię tego w takim kontekście. Wolę brunetki- chwila ciszy- Posłuchaj, Anastasio. Chcę, żebyś jutro się o mnie czegoś dowiedziała, ale najpierw podpisz to.
Podał mi jakiś papierek.
-Co to jest?
-Umowa poufności. Nie będziesz mogła mówić nikomu o nas.
-I tak tego nie robię.
Uśmiechnął się.
-Jestem co do tego przekonany, jednakże wolę, kiedy mam taryfę zaufania.
Podał mi pióro, a ja zamaszystym ruchem zostawiłam na papierze swój podpis.
Czy dobrze zrobiłam?
Wieczorem Christian zaprowadził mnie do pokoju gościnnego. Nie mogłam spać. Myślałam nad wszystkim. Nade mną… Christianem… naszą znajomością. To wszystko robi się dziwne. Strasznie uwielbiam jego oczy. Te szare tęczówki, które pobudzają moje zmysły. A uśmiech? Przy nim się rozpływam, nie myślę trzeźwo i nie mogę się skupić. Boże, co on ze mną wyprawia? Zasnęłam w końcu, ale nie spałam długo. O trzeciej wstałam po szklankę wody. Zarzuciłam na siebie satynowy szlafrok i zeszłam do kuchni. Nalałam ją sobie i oparłam się o blat, przymykając oczy.
-Co ty tu robisz, Anastasio?- zapytał nagi od pasa w górę Christian.
-Nie mogłam spać. Musiałam się napić. A ty co tu robisz?
-Miałem bardzo podobny problem do ciebie. Tylko, że miałem zamiar pograć na fortepianie.
-Wybacz. Nie chciałam popsuć twoich planów. Już sobie idę.
-Nie musisz iść. Będzie mi bardzo miło, jak zostaniesz. Może masz chęć posłuchać?
Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową. Usiadłam obok niego przy pianinie, a Christian zaczął grać. Melodia była smutna, a pan domu wydawał się spięty i zdołowany.
-Christianie, co się dzieje?- dotknęłam jego ramienia, lecz natychmiast zabrałam dłoń, kiedy poczułam jak się spina.
-Nie dotykaj mnie Anastasio. Proszę. To granica, której nie można przekraczać.
-Dlaczego?
Bierze głęboki oddech i czuję jak narasta napięcie między nami.
-Miałem trudne dzieciństwo. To musi ci wystarczyć.
Spuściłam wzrok.
-A czemu grasz takie smutne i melancholijne utwory?
-Bo boję się jutra. Jak zareagujesz jak ci to pokażę.
-Ale co?
-Moje prawdziwe ja- spojrzał na mnie.
-Nie jesteś mordercą, ani handlarzem kobietami, prawda?- uśmiechnęłam się nerwowo.
-Nie Ano. Nic z tych rzeczy- w jego szarych oczach dostrzegłam błysk, jednak zaraz zniknął- Powinnaś już iść spać.
Poczułam się jak zbesztane dziecko. Przewróciłam oczami.
-Christianie, błagam cię- westchnęłam.
-Czy ty właśnie wywróciłaś oczami?
Przeszły mnie ciarki od jego tonu i wzroku. Chyba był zły. Bardzo zły.
-Nie?
-A ja myślę, że tak Anastasio. I jeżeli zrobisz to ponownie, to przełożę cię przez kolano, rozumiesz?
Co kurwa? Czy ja się przesłyszałam? Patrzyłam na niego wielkimi oczami. Dałam radę tylko kiwnąć głową.
-Dobrze. Więc do łóżka. Jutro czeka cię dużo emocji i musisz być wypoczęta.
Wziął mnie za rękę i zaprowadził do sypialni. Położyłam się, a on przykrył mnie kołdrą.
-Śpi Anastasio. Dobrych snów- pocałował mnie w czoło i wyszedł.
***
Tym razem obudziłam się z samego rana. Przeciągnęłam się i wyszłam z sypialni. Gosposia Christiana akurat szykowała mu śniadanie.
-Witaj Ano. Na co masz ochotę?
-Dzień dobry pani Jones. Poproszę naleśniki, jeżeli to nie problem.
-Żaden. Za chwilę będą.
Zajęłam miejsce na stołku barowym przy wysepce.
-Jak się czujesz Anastasio? Wyspałaś się?- usłyszałam głos za plecami. Stał tam Christian.
-Czuję się dobrze, panie Grey. Dziękuję. Odwieziesz mnie po śniadaniu do mieszkania? Muszę się przygotować na jutro na wykłady.
-Oczywiście. Jak tylko zechcesz. To może przełożymy to czego się boję na następny raz. Nie wiem jak się za to zabrać.
-Nie ma problemu Christianie.
Szybko zjadłam śniadanie, zabrałam swoje rzeczy i Christian odwiózł mnie do domu.
-Wejdziesz?
-Nie maleńka. Muszę się jeszcze przygotować na jutro. Mam wizytę w jednym miejscu.
-Na chwilkę- zrobiłam słodkie oczka.
-Jest pani niepoprawna, panno Steele- uśmiechnął się.
Wysiedliśmy z auta i weszliśmy do mieszkania. Christian wziął jakąś teczuszkę i podążył za mną.
-Skoro mamy trochę czasu, to uda nam się omówić to, co mieliśmy w planach. Masz jakieś wino?
-Chyba tak. Zobacz w szafce.
Christian znalazł dwa kieliszki, nalał nam czerwonego wina i usiedliśmy przy stole.
-To jest umowa.
-Umowa?

-Tak. Bo jak mówiłem, mam specyficzny gust… 

*********************************************************************************
Mam nadzieję, że się podobało :3 
Chcę podziękować mojej kochanej przyjaciółce (a nawet siostrze) Sandrze, która pomagała mi pisać to opowiadanie, a ja okropna nie wspomniałam o tym wcześniej. Dziękuję kochanie moje <3 
Pozdrawiam 

wtorek, 17 listopada 2015

Chapter 2 "To tylko Christian"

Rozdział 2
Rano obudziłam się, bo poczułam zapach naleśników. Wstałam, ubrałam się w ciuchy, które kupił mi Taylor, umyłam i zeszłam do kuchni. Christian już tam siedział, popijając kawę i czytając gazetę.
-Dzień dobry- odrzekłam. Wtedy jego wzrok skierował się na mnie.
-Dzień dobry Anastasio. Przepięknie wyglądasz- uśmiechnął się.
-Dziękuję.
-Głodna?
-Troszeczkę.
-Naleśniki mogą być?
-Oczywiście.
Usiadłam obok niego na stołku barowym.
-Jak się czujesz?- zagadnął.
-Lepiej, niż powinnam.
-Jesteś dla siebie zbyt surowa- w jego oczach zniknęła radość.
-Wybacz. Tak już mam.
-Wybaczam. A teraz jedz. Taylor zawiezie cię potem do domu.
Christian jest człowiekiem, który uwielbia wydawać rozkazy. Pan Generał się znalazł. Wyobraziłam go sobie w mundurze z różnymi odznaczeniami. Ależ wyglądałby seksownie. Mogłabym być pod jego musztrą. Na twarzy wykwitł mi uśmiech.
-Cieszę się, że masz dobry humor.
Na twarz wpłynął mi rumieniec. Oczywiście, a jakże by inaczej. Po śniadaniu ubrałam swoje buty, a Christian odprowadził mnie do windy.
-Dziękuję ci za wszystko. Za lekarza, ciuchy, nocleg, leki, śniadanie… Nie wiem, jak mam ci się odwdzięczyć.
-Uważaj na siebie. To wystarczy.
-Nie ma sprawy. Do widzenia Christianie.
-Do widzenia Anastasio.
Spuściłam głowę i poszłam za Taylorem do windy. Przez większość drogi myślałam o Christianie.
-Taylor?- zagadnęłam.
-Tak, proszę pani?
-Mogę wiedzieć ile zapłaciłeś za te ubrania?
-Pan Grey nie byłby zadowolony, gdybym pani powiedział.
-Proszę.
Spojrzał w tylne lusterko, po czym westchnął.
-Czterysta dolarów.
ŻE CO?! Cztery stówy?! Nie może tak być. Christian przesadza.
-Poczekaj chwilę- rzuciłam i wybiegłam z auta. Rozbiłam moją skarbonkę, którą dostałam od ojczyma Raya i wyciągnęłam z niej cztery studolarowe banknoty. Wróciłam do Taylora i mu je wręczyłam.
-Panno Steele, proszę je zatrzymać.
-Nie Taylor. Przekaż je panu Greyowi i powiedz, że jestem mu wdzięczna i jeszcze raz dziękuję.
Patrzył na mnie niepewnie.
-Proooszęęę- zrobiłam smutną minkę.
Przez jego twarz przemknął cień uśmiechu.
-Dobrze.
Uściskałam go.
-Dzięki. Jesteś super. Do zobaczenia kiedyś.
-Do widzenia panno Steele.
Radosna weszłam do mieszkania. Kate siedziała z herbatą w ręku.
-Ana! Nareszcie!
-Nie mów, że się o mnie martwiłaś.
-Jasne, że tak. Zawsze się martwię. No dobra. Nie zawsze, ale często.
Zaśmiałam się. Następne kilka dni minęło spokojnie. Kate była jak zwykle niesamowicie ciekawa gdzie się podziewałam, ale dopiero po 3 kieliszku wina zaczęłam sypać.
-Zostałam u Christiana ale to wiesz. Zadzwonił po lekarza, wzięłam leki i poszłam spać. To tyle.
-Liczyłam na jakieś pikantne szczegóły, a nie wydarzenia jak z jakieś taniej telenoweli o lekarzach.
Wybuchłam śmiechem. Nie wiem czy to przez to jakże śmieszne porównanie czy promile radośnie płynące w moich żyłach.
-Wiesz, jutro jest trening, może wpadniemy na chwilę?- zrobiła minę zbitego psa.
Zastanowiłam się. Gdzieś głęboko w środku liczyłam na to, że spotkam tam Christiana. Ae z drugiej strony do głosu doszedł rozsądek. Przecież on jest szefem ogromnej korporacji , nie będzie przyjeżdżał na jakiś głupi trening.
-Proooooszę.
-Niczego ci nie obiecuję.
Wrzasnęła i przytuliła mnie mocno.
Spokojnie Kate… No to teraz twoja kolej. Który jest z tym szczęściarzem?
-Zobaczysz jutro. Gra z numerem 16 i ma na imię Josh. Jest taki uroczy- zachichotała jak nastolatka. Proszę bardzo, Kate się zakochała.
***
-Nie uważasz, że to trochę zbyt odważne?
-Przestań. Masz świetne nogi, a ciągle je ukrywasz. Jest wiosna i ta sukienka idealnie na tobie leży.
Ja bym tego nie powiedziała. Była ładna, to prawda. Przed kolano biała w małe różyczki na szerokich ramiączkach.
-Uhh, niech ci będzie- powiedziałam, po raz tysięczny poprawiając jej dół. Ciągle miałam wrażenie, że widać mi tyłek. Wchodząc na halę  z daleka zauważyłam chłopaków z drużyny. Podeszłyśmy bliżej. I wtedy go zauważyłam. Siedział w pierwszym rzędzie z górą papierów, co jakiś czas rzucając okiem na poczynania jego drużyny.
-No idź, zagadaj!- Kate popchnęła mnie lekko. Nie zdążyłam się odezwać, bo już machała do Josha. Wdech, wydech. Dasz radę Ana. Poprawiłam sukienkę i nieśmiało podeszłam do niego. Kiedy tylko mnie zauważył, odłożył długopis i wstał.
-Wow, Ano, wyglądasz cudownie- ujął moją dłoń i lekko ucałował.
Mimowolnie wstrzymałam oddech.
-Dzięki…
Nie wiedziałam zbytnio co teraz zrobić.
-Proszę usiądź- wskazał na krzesło po swojej lewej stronie- Jak się dziś czujesz?
-Bardzo dobrze, dziękuję- bawiłam się koronką sukienki.
Cóż za krępujące spotkanie. Podniosłam wzrok na parkiet. Drużyna zdążyła się rozgrzać i zaczęli grać. Poruszali się stanowczo, lecz z gracją. Kate gdzieś na tyłach hali siedziała z Joshem. Pokręciłam tylko głową. To Kate, którą znam. Obróciłam głowę, by zagadać o coś Christiana, lecz gdy tylko to zrobiłam, poczułam jego wzrok na moich ustach. Odruchowo je przygryzłam.
-Masz może ochotę na kolację?- rzucił, jakby to była najprostsza rzecz na świecie.
-Yyy… Tak, znaczy dob- dobrze- dukałam zaskoczona. Christian uśmiechnął się lekko.
-Od razu po meczu Taylor może zabrać nas do restauracji.
-Okej.
-A właśnie. A propos Taylora. Nie wiesz przypadkiem skąd miał czterysta dolarów?- uniósł brew.
Ups.
-Ja? Nieee. Skąd mam niby wiedzieć?
Przewrócił oczami.
-Ana, ja nie chcę, żebyś oddawała mi za wszystko pieniądze. Mam ich dużo.
-Christianie, ja nie chcę twoich pieniędzy.
Naburmuszył się trochę. Położyłam dłoń na jego ramieniu.
-Będę szczęśliwa, kiedy będziemy utrzymywać kontakt, a nie, jak wydasz na mnie kasę.
-Zgoda- burknął- Ale pozwól mi dzisiaj zapłacić za kolację.
-Niech będzie. Ale na tym koniec.
Uśmiechnął się chytrze.
-Ciężka z pani zawodniczka, panno Steele.
-To miłe z pana strony- zrobiłam to samo.
Po treningu Christian zabrał mnie od razu do restauracji. Zamówiliśmy sobie dania i zaczęliśmy rozmawiać. Rozmowa była lekka i przyjemna.
-Ana?
Podniosłam wzrok.
-Czemu się smucisz?
-Nie smucę. Przypomniałam sobie tylko o pogrzebie mojej babci i muszę się jutro na niego uszykować.
Zamknęłam oczy i poczułam w gardle gulę. Łzy cisnęły się do oczu niemiłosiernie.
-Hej, nie płacz. Mogę jutro tam z tobą pójść, jeżeli ci to pomoże.
-Naprawdę mógłbyś?
Pokiwał głową.
-Dziękuję. Na pewno będzie mi raźniej- posłałam mu słaby uśmiech.
Po kolacji Taylor odwiózł mnie pod dom.
-Dziękuję za kolację. Było świetnie.
-Do usług Madame- ucałował moją dłoń- O której jutro mam być?
-Koło dziewiątej.
-Już się nie mogę doczekać naszego spotkania. Oczywiście szkoda, że w takich smutnych okolicznościach.
-Jeszcze będą inne okazje- ścisnęłam jego dłoń.
-Do jutra więc.
-Do jutra Christianie.
Odwróciłam się i weszłam do domu. Oczywiście na samym początku Kate obskoczyła mnie z pytaniami.
-Jaki on jest?- przesłuchanie panny Kavanagh.
-W jakim sensie?
-Ty już świetnie wiesz- poruszyła brwiami.
-Kate, błagam cię! Nie pytaj mnie o takie rzeczy! To, że jest bogaty, to nie znaczy, że od razu się na niego rzucę. Nie interesuje mnie jego stan konta.
-Rany, Ana. Jesteś strasznie dobroduszna. Musisz czasem być egoistką, jeżeli chcesz mieć coś z życia.
-Uwierz mi, że nie mam zamiaru.

Nie czekając na odpowiedź udałam się do swojej sypialni. Zabrałam rzeczy i poszłam do łazienki, żeby wziąć prysznic. Zasnęłam szybko, a w nocy śnił mi się Szary.

*********************************************************************************
Hejka! Ten rozdział dodaję na szybko, bo mam szlaban na komputer przez oceny i mama myśli, że robię tylko zadanie z matmy z koleżanką. Nie wiem, kiedy pojawi się następny rozdział, pewnie nie prędko. I przepraszam, że nie komentuję, ale zwyczajnie nie mam sposobności i głowy do tego. Nadrobię to w wolnym czasie. 
Zapraszam do komentowania!
Pozdrawiam 
~Bunia ;3

niedziela, 8 listopada 2015

Chapter 1 "Jak poznałam pana Grey'a"

-Kate, błagam cię! Mam dużo nauki.
-Oj Ana. Ty ciągle się tylko uczysz. A nigdy nie byłaś na meczu Evana.
-Nie jaram się koszykówką.
-Ale on bardzo chciał, żebyś przyszła. Znacie się przecież od dziecka, tak jak ze mną.
Zmierzyłam ją podejrzliwym wzrokiem. Oto Katherine Kavanagh. Najbardziej uciążliwa i kochana współlokatorka i przyjaciółka, jaką można mieć.
-Kiedy?
-Jutro wieczorem.
Westchnęłam i przewróciłam oczami.
-Jesteś okropna…
Zapiszczała i rzuciła mi się na szyję.
-Dzięki Ana. Jesteś super.
-Ale żadnego swatania, jasne?
-Jasne, jasne- mruknęła i poszła zadzwonić do swojego kuzyna. Jezu, w co ona mnie znów chce wpakować?- Tylko ubierz się wygodnie!- krzyknęła jeszcze.
Pokręciłam głową i ubrałam swoje ulubione jeansy i luźną koszulkę plus czarne conversy za kostkę, a włosy spięłam w kucyk. Równo o siódmej razem z Kate byłyśmy już na hali. Evan i jego drużyna akurat się rozgrzewali. Każdy na swój sposób.
-Ana! Kate!
Evan do nas pomachał. Podeszłyśmy do niego, chwilę porozmawialiśmy i zajęłyśmy swoje miejsca z Kate. Był to finał. Przed meczem na środek wszedł miliarder i prezes Grey Enterprises Holdings, Inc; Christian Grey.
-Witam państwa na Finale Mistrzów. Starcie Tytanów- uśmiecha się- Mam nadzieję, że będziecie się państwo dobrze bawili. Powodzenia- zwraca się do drużyn- I niech wygra lepszy.
Wszyscy zaczęli klaskać, a Grey zajął swoje honorowe miejsce. Evan oczywiście zebrał 40 punktów. Jak to na kapitana drużyny przystało. Wynik to 70:54. Oczywiście drużyna Evana, która jest sponsorowana przez Pana Greya, wygrała. Potem kuzyn Kate i cała jego drużyna idziemy do baru na imprezę. Wszyscy koszykarze się świetnie bawią, tak jak ja i moja przyjaciółka. Muzyka jest zróżnicowana. Po półgodzinie potańczyłam z każdym po trochu i postanowiłam usiąść.
-Coś pani podać?- zapytał barman.
-Wino, proszę.
-Jakie dokładnie?
Przez chwilę nic nie mówiłam. Nie wiedziałam w sumie co odpowiedzieć.
-Polecam Pinot Grigio- odzywa się mężczyzna, który siedzi na stołku obok.
Barman posyła mi pytające spojrzenie, a ja kiwam tylko głową.
-Ja także poproszę- odzywa się znów. Kiedy dokładnie mu się przyglądam, dociera do mnie, że siedzę obok bogatego biznesmena. To Christian Grey.
-Grey. Christian Grey- podaje mi rękę.
-Anastasia Steele- delikatnie ją ściskam.
-Pani tu przypadkowo, czy może jeden z chłopaków panią zaprosił?
-Właściwie to przyszłam z przyjaciółką, która jest kuzynką Evana Kavanagh.
Barman przyniósł nam wino.
-Nudzi się tu pani?
-Proszę mówić mi Ana.
-A więc, nudno ci tu, Ano?- zapytuje Christian.
-Nie, skądże. Tylko ze wszystkimi już tańczyłam.
-Nie ze mną- posłał mi uśmiech.
-C-co?- nerwowo przełknęłam ślinę.
Wstał i podał mi rękę.
-Mogę panią prosić?
Niepewnie ją ujęłam. Ale przecież i tak się więcej nie spotkamy, więc czemu mam go trzymać tak na dystans? Raz się żyje! Zaprowadził nas na parkiet i zaczęliśmy się wygłupiać. Christian prowadził jak zawodowiec. Obracał mnie, przechylał i unosił bez problemu. Bawiliśmy się przy tym świetnie. Zatańczyliśmy jeszcze dwie piosenki, po czym poczułam się gorzej. Zrobiło mi się słabo, a nogi były jak z waty. Christian w ostatniej chwili mnie złapał.
-Ana, co się dzieje?- zaniepokoił się.
-Nic. Mam tylko słabe serce i trochę przesadziłam z tańcem.
Wziął mnie na ręce i zaniósł do barku. Posadził mnie ostrożnie na stołku i kazał zaczekać. Po chwili wrócił, pomógł mi ustać na nogach i przytrzymując mnie, wziął do samochodu. Oczywiście siedział  w nim jego kierowca.
-Taylor, jedź do apartamentu.
-Dobrze, Panie Grey.
-A co z Kate?
-Wszystko jej powiedziałem. Kazała ci zadzwonić jak poczujesz się lepiej. U mnie w domu zbada cię lekarz.
-Christianie, to miłe z twojej strony, ale naprawdę nie musisz sprowadzać do mnie lekarza.
-Uwierz mi, że muszę. Ledwo się trzymasz na nogach.
Po piętnastu minutach  byliśmy pod wieżowcem. Nie mogłam wysiąść z samochodu, więc Christian wziął mnie na ręce i nie puścił mnie, póki nie znaleźliśmy się w jego salonie. Położył mnie na kanapie i zadzwonił po lekarza.
-Doktor Johnson?… Tak… Za 15 minut?... Dobrze… Będę czekał…
Spojrzałam na niego. Przeczesał włosy dłonią i westchnął:
-Lekarz będzie za kwadrans.
-Jeżeli ci tu przeszkadzam to mogę pójść do domu. Naprawdę dam sobie radę.
-Nie wygłupiaj się. Bardzo mnie cieszy twoje towarzystwo. Chcesz może wody?
-Chętnie.
Skierował się do kuchni i przyniósł mi szklankę z wodą. Wzięłam łyk i mu ją oddałam.
-Więc problemy z sercem?- zapytał, siadając na skraju kanapy.
-Niestety.
Siedzieliśmy w ciszy. Rozsiadłam się wygodnie skubiąc skrawek mojej koszulki. Starałam się nie patrzeć na Christiana. Zbytnio mnie onieśmielał. Te jego piękne oczy lub lubieżny uśmiech. Westchnęłam cicho. Liczyłam na spokojny wieczór, a tymczasem siedziałam na kanapie, a naprzeciw mnie siedział Bóg. Przyglądał mi się badawczo.
-Mam coś na twarzy?- spytałam, przezornie wycierając kąciki ust. Christian uśmiechnął się lekko.
-Intrygujesz mnie.
Nie zdążyłam zareagować na jego słowa, bo w drzwiach stanął Taylor wraz z, jak sądzę, doktorem.
-Panie Grey- kiwnął mu mężczyzna.
-Doktorze Johnson.
-W czym problem?
-Panna Steele ma problemy z sercem, o ile mi wiadomo i poczuła się gorzej, po kilku tańcach.
-Dobrze. Zbadamy panią.
Lekarz usiadł obok mnie i zaczął słuchać mojego serca przez stetoskop.
-Hmmm. Przyspieszona akcja serca- wyjął termometr, który przykłada się do głowy- 38,5 stopnia. Gorączka.
Sięgnął do torby i włożył tam termometr.
-Proszę podążać wzrokiem za moim palcem- odrzekł i zaczął poruszać nim na różne strony przed moimi oczami- Hm. Tu jest okej.
-Więc?- mruknął Christian, który przez cały ten czas chodził w te i we w te po pokoju.
-Wszystko dobrze- odrzekł lekarz, który wstał- Panna Steele ma tylko gorączkę, a zasłabnięcie nastąpiło przez duszne miejsce i zbyt gwałtowne ruchy. Musi pani na siebie uważać- uśmiechnął się do mnie.
-Co zaleca pan dla panny Steele?
-Odpoczynek. I coś na zbicie temperatury. Jeżeli głowa zacznie boleć to można podać tabletki przeciwbólowe. To wszystko.
-Dziękuję, że pan przyjechał- odrzekł Christian.
-Nie ma za co. Miło było panienkę poznać- skłonił się lekko.
-Wzajemnie.
Taylor odprowadził doktora do windy. Christian w tym czasie przyniósł mi tabletki na zbicie gorączki i szklankę wody.
-Czuję się dobrze, nie wiem po co tyle zamieszania- mruknęłam pod nosem. Christian odwrócił się i ściągnął krawat.
-Bądź grzeczna i weź te leki, w innym przypadku przykuję cię do tej kanapy i będziesz pod moją opieką.
Przygryzam wargę. Okej, to brzmiało groźnie. Ostrożnie wzięłam laki i już chciałam wyjść z gracją… Ta, gracja i ja nie idziemy w parze. Zakręciło mi się w głowie i, gdyby nie silne ramiona Christiana, leżałabym jak długa.
-Dokądś się wybierałaś?- spytał z powątpieniem.
-Miałam zamiar wracać do domu. Dzięki za lekarza, doceniam to.
-Podziękujesz, jak się wyśpisz.
Słucham?!
-Idziemy.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, moje nogi oderwały się od ziemi. Zapiszczałam i odruchowo objęłam Christiana za szyję. Znieruchomiał na chwilę i poczułam jak jego mięśnie się napinają, a kiedy spojrzałam w jego szare oczy, dostrzegłam w nich… ciekawość? Szok? Powątpiewanie? A może wszystko na raz? Zaniósł mnie do łazienki.
-Pomóc ci czy dasz sobie radę?- zapytał, kiedy delikatnie postawił mnie na podłodze.
-Dam radę, dziękuję- spojrzałam na niego niepewnie.
-Jak coś to krzycz. Będę obok. Piżama dla ciebie leży koło umywalki.
Spojrzał na mnie jeszcze raz, po czym wyszedł. Wlałam sobie wody do wanny i zanurzyłam się w niej po szyję. Siedziałam tam koło dwudziestu minut. Wytarłam się ręcznikiem i wzięłam do rąk piżamę, o której wspomniał Christian. Był to T-shirt i lekkie dresowe spodenki. Kiedy wyszłam Pan domu szykował m łóżko. Ścielił je akurat, dbając o szczegóły.
-Pasuje?- zapytał, zerkając na piżamę.
-Tak, dziękuję. Myślałam, że masz pomoc domową i to ona przygotuje mi posłanie.
W jego oczach zatańczyły wesołe iskierki, a na ustach pojawił się uśmiech.
-Chciałem zrobić to sam. Rzadko miewam gości.
Czyli typ samotnika.
-Dzięki- szepnęłam i z przyzwyczajenia przygryzłam wargę. Wzrok Christiana zamarł na moich ustach, przez co jeszcze bardziej zagryzłam wargę i spłonęłam rumieńcem. Staliśmy tak przez chwilę. Po tym Christian wyszedł jak gdyby nigdy nic.
-Dobranoc Anastasio, słodkich snów- zdążył rzucić, zanim zamknął drzwi.
Za dużo atrakcji jak na jeden dzień. Opadłam na łóżko. To chyba było najwygodniejsze łóżko na świecie! Chyba będę musiała symulować chorobę. Zakryłam się kołdrą po sam nos i zasnęłam.

*********************************************************************************************
Hej Hej! 
Jak widzicie zaczęłam pisać FF o Christianie. Od razu mówię, że nie będę tak szaleć jak w książce x'D 
W każdym razie piszcie jak wam się podobało :3 
Pozdrawiam