-Kate, błagam cię! Mam dużo nauki.
-Oj Ana. Ty ciągle się tylko uczysz. A nigdy nie byłaś na
meczu Evana.
-Nie jaram się koszykówką.
-Ale on bardzo chciał, żebyś przyszła. Znacie się przecież
od dziecka, tak jak ze mną.
Zmierzyłam ją podejrzliwym wzrokiem. Oto Katherine Kavanagh.
Najbardziej uciążliwa i kochana współlokatorka i przyjaciółka, jaką można mieć.
-Kiedy?
-Jutro wieczorem.
Westchnęłam i przewróciłam oczami.
-Jesteś okropna…
Zapiszczała i rzuciła mi się na szyję.
-Dzięki Ana. Jesteś super.
-Ale żadnego swatania, jasne?
-Jasne, jasne- mruknęła i poszła zadzwonić do swojego
kuzyna. Jezu, w co ona mnie znów chce wpakować?- Tylko ubierz się wygodnie!-
krzyknęła jeszcze.
Pokręciłam głową i ubrałam swoje ulubione jeansy i luźną
koszulkę plus czarne conversy za kostkę, a włosy spięłam w kucyk. Równo o
siódmej razem z Kate byłyśmy już na hali. Evan i jego drużyna akurat się
rozgrzewali. Każdy na swój sposób.
-Ana! Kate!
Evan do nas pomachał. Podeszłyśmy do niego, chwilę
porozmawialiśmy i zajęłyśmy swoje miejsca z Kate. Był to finał. Przed meczem na
środek wszedł miliarder i prezes Grey Enterprises Holdings, Inc; Christian
Grey.
-Witam państwa na Finale Mistrzów. Starcie Tytanów- uśmiecha
się- Mam nadzieję, że będziecie się państwo dobrze bawili. Powodzenia- zwraca
się do drużyn- I niech wygra lepszy.
Wszyscy zaczęli klaskać, a Grey zajął swoje honorowe
miejsce. Evan oczywiście zebrał 40 punktów. Jak to na kapitana drużyny
przystało. Wynik to 70:54. Oczywiście drużyna Evana, która jest sponsorowana
przez Pana Greya, wygrała. Potem kuzyn Kate i cała jego drużyna idziemy do baru
na imprezę. Wszyscy koszykarze się świetnie bawią, tak jak ja i moja
przyjaciółka. Muzyka jest zróżnicowana. Po półgodzinie potańczyłam z każdym po
trochu i postanowiłam usiąść.
-Coś pani podać?- zapytał barman.
-Wino, proszę.
-Jakie dokładnie?
Przez chwilę nic nie mówiłam. Nie wiedziałam w sumie co
odpowiedzieć.
-Polecam Pinot Grigio- odzywa się mężczyzna, który siedzi na
stołku obok.
Barman posyła mi pytające spojrzenie, a ja kiwam tylko
głową.
-Ja także poproszę- odzywa się znów. Kiedy dokładnie mu się
przyglądam, dociera do mnie, że siedzę obok bogatego biznesmena. To Christian
Grey.
-Grey. Christian Grey- podaje mi rękę.
-Anastasia Steele- delikatnie ją ściskam.
-Pani tu przypadkowo, czy może jeden z chłopaków panią
zaprosił?
-Właściwie to przyszłam z przyjaciółką, która jest kuzynką
Evana Kavanagh.
Barman przyniósł nam wino.
-Nudzi się tu pani?
-Proszę mówić mi Ana.
-A więc, nudno ci tu, Ano?- zapytuje Christian.
-Nie, skądże. Tylko ze wszystkimi już tańczyłam.
-Nie ze mną- posłał mi uśmiech.
-C-co?- nerwowo przełknęłam ślinę.
Wstał i podał mi rękę.
-Mogę panią prosić?
Niepewnie ją ujęłam. Ale przecież i tak się więcej nie
spotkamy, więc czemu mam go trzymać tak na dystans? Raz się żyje! Zaprowadził
nas na parkiet i zaczęliśmy się wygłupiać. Christian prowadził jak zawodowiec.
Obracał mnie, przechylał i unosił bez problemu. Bawiliśmy się przy tym
świetnie. Zatańczyliśmy jeszcze dwie piosenki, po czym poczułam się gorzej.
Zrobiło mi się słabo, a nogi były jak z waty. Christian w ostatniej chwili mnie
złapał.
-Ana, co się dzieje?- zaniepokoił się.
-Nic. Mam tylko słabe serce i trochę przesadziłam z tańcem.
Wziął mnie na ręce i zaniósł do barku. Posadził mnie ostrożnie
na stołku i kazał zaczekać. Po chwili wrócił, pomógł mi ustać na nogach i
przytrzymując mnie, wziął do samochodu. Oczywiście siedział w nim jego kierowca.
-Taylor, jedź do apartamentu.
-Dobrze, Panie Grey.
-A co z Kate?
-Wszystko jej powiedziałem. Kazała ci zadzwonić jak
poczujesz się lepiej. U mnie w domu zbada cię lekarz.
-Christianie, to miłe z twojej strony, ale naprawdę nie
musisz sprowadzać do mnie lekarza.
-Uwierz mi, że muszę. Ledwo się trzymasz na nogach.
Po piętnastu minutach
byliśmy pod wieżowcem. Nie mogłam wysiąść z samochodu, więc Christian
wziął mnie na ręce i nie puścił mnie, póki nie znaleźliśmy się w jego salonie.
Położył mnie na kanapie i zadzwonił po lekarza.
-Doktor Johnson?… Tak… Za 15 minut?... Dobrze… Będę czekał…
Spojrzałam na niego. Przeczesał włosy dłonią i westchnął:
-Lekarz będzie za kwadrans.
-Jeżeli ci tu przeszkadzam to mogę pójść do domu. Naprawdę
dam sobie radę.
-Nie wygłupiaj się. Bardzo mnie cieszy twoje towarzystwo.
Chcesz może wody?
-Chętnie.
Skierował się do kuchni i przyniósł mi szklankę z wodą.
Wzięłam łyk i mu ją oddałam.
-Więc problemy z sercem?- zapytał, siadając na skraju
kanapy.
-Niestety.
Siedzieliśmy w ciszy. Rozsiadłam się wygodnie skubiąc
skrawek mojej koszulki. Starałam się nie patrzeć na Christiana. Zbytnio mnie
onieśmielał. Te jego piękne oczy lub lubieżny uśmiech. Westchnęłam cicho.
Liczyłam na spokojny wieczór, a tymczasem siedziałam na kanapie, a naprzeciw
mnie siedział Bóg. Przyglądał mi się badawczo.
-Mam coś na twarzy?- spytałam, przezornie wycierając kąciki
ust. Christian uśmiechnął się lekko.
-Intrygujesz mnie.
Nie zdążyłam zareagować na jego słowa, bo w drzwiach stanął
Taylor wraz z, jak sądzę, doktorem.
-Panie Grey- kiwnął mu mężczyzna.
-Doktorze Johnson.
-W czym problem?
-Panna Steele ma problemy z sercem, o ile mi wiadomo i
poczuła się gorzej, po kilku tańcach.
-Dobrze. Zbadamy panią.
Lekarz usiadł obok mnie i zaczął słuchać mojego serca przez
stetoskop.
-Hmmm. Przyspieszona akcja serca- wyjął termometr, który
przykłada się do głowy- 38,5 stopnia. Gorączka.
Sięgnął do torby i włożył tam termometr.
-Proszę podążać wzrokiem za moim palcem- odrzekł i zaczął
poruszać nim na różne strony przed moimi oczami- Hm. Tu jest okej.
-Więc?- mruknął Christian, który przez cały ten czas chodził
w te i we w te po pokoju.
-Wszystko dobrze- odrzekł lekarz, który wstał- Panna Steele
ma tylko gorączkę, a zasłabnięcie nastąpiło przez duszne miejsce i zbyt
gwałtowne ruchy. Musi pani na siebie uważać- uśmiechnął się do mnie.
-Co zaleca pan dla panny Steele?
-Odpoczynek. I coś na zbicie temperatury. Jeżeli głowa
zacznie boleć to można podać tabletki przeciwbólowe. To wszystko.
-Dziękuję, że pan przyjechał- odrzekł Christian.
-Nie ma za co. Miło było panienkę poznać- skłonił się lekko.
-Wzajemnie.
Taylor odprowadził doktora do windy. Christian w tym czasie
przyniósł mi tabletki na zbicie gorączki i szklankę wody.
-Czuję się dobrze, nie wiem po co tyle zamieszania-
mruknęłam pod nosem. Christian odwrócił się i ściągnął krawat.
-Bądź grzeczna i weź te leki, w innym przypadku przykuję cię
do tej kanapy i będziesz pod moją opieką.
Przygryzam wargę. Okej, to brzmiało groźnie. Ostrożnie
wzięłam laki i już chciałam wyjść z gracją… Ta, gracja i ja nie idziemy w
parze. Zakręciło mi się w głowie i, gdyby nie silne ramiona Christiana,
leżałabym jak długa.
-Dokądś się wybierałaś?- spytał z powątpieniem.
-Miałam zamiar wracać do domu. Dzięki za lekarza, doceniam
to.
-Podziękujesz, jak się wyśpisz.
Słucham?!
-Idziemy.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, moje nogi oderwały się
od ziemi. Zapiszczałam i odruchowo objęłam Christiana za szyję. Znieruchomiał
na chwilę i poczułam jak jego mięśnie się napinają, a kiedy spojrzałam w jego
szare oczy, dostrzegłam w nich… ciekawość? Szok? Powątpiewanie? A może wszystko
na raz? Zaniósł mnie do łazienki.
-Pomóc ci czy dasz sobie radę?- zapytał, kiedy delikatnie
postawił mnie na podłodze.
-Dam radę, dziękuję- spojrzałam na niego niepewnie.
-Jak coś to krzycz. Będę obok. Piżama dla ciebie leży koło
umywalki.
Spojrzał na mnie jeszcze raz, po czym wyszedł. Wlałam sobie
wody do wanny i zanurzyłam się w niej po szyję. Siedziałam tam koło dwudziestu
minut. Wytarłam się ręcznikiem i wzięłam do rąk piżamę, o której wspomniał
Christian. Był to T-shirt i lekkie dresowe spodenki. Kiedy wyszłam Pan domu
szykował m łóżko. Ścielił je akurat, dbając o szczegóły.
-Pasuje?- zapytał, zerkając na piżamę.
-Tak, dziękuję. Myślałam, że masz pomoc domową i to ona
przygotuje mi posłanie.
W jego oczach zatańczyły wesołe iskierki, a na ustach
pojawił się uśmiech.
-Chciałem zrobić to sam. Rzadko miewam gości.
Czyli typ samotnika.
-Dzięki- szepnęłam i z przyzwyczajenia przygryzłam wargę.
Wzrok Christiana zamarł na moich ustach, przez co jeszcze bardziej zagryzłam
wargę i spłonęłam rumieńcem. Staliśmy tak przez chwilę. Po tym Christian
wyszedł jak gdyby nigdy nic.
-Dobranoc Anastasio, słodkich snów- zdążył rzucić, zanim
zamknął drzwi.
Za dużo atrakcji jak na jeden dzień. Opadłam na łóżko.
To chyba było najwygodniejsze łóżko na świecie! Chyba będę musiała symulować
chorobę. Zakryłam się kołdrą po sam nos i zasnęłam.*********************************************************************************************
Hej Hej!
Jak widzicie zaczęłam pisać FF o Christianie. Od razu mówię, że nie będę tak szaleć jak w książce x'D
W każdym razie piszcie jak wam się podobało :3
Pozdrawiam

Ha a więc Christian umie być ' miły'. Szczerze, mam banana na twarzy. Ucieszył mnie fakt, ze nie zrobisz z niego takiego...wiesz o co biega XD
OdpowiedzUsuńDziewczyno wyszło ci cudownie i wiedz, ze blog trafia na listę moich ulubionych.
Czytam notkę trzeci raz ( słuchając Apologize, jedną z moich ulubionych piosenek) i zastanawiam się kiedy nowa?
Oj jak powiem mojej przyjaciółce o twoim blogu to oszaleje. Ona jest zakochana w tym, specyficznym panu XD
Ostatnio kupiła sobie wszystkie książki, włącznie z tą nową i uśmiecha się jak wariatka, a ja nie rozumiem dla czego.
Ta książka, trochę mnie odstraszyła, ale u ciebie...może zmienię zdanie co do Grey'a.
Życzę masy weny
Pozdrawiam
Dirty Diana
P.S U mnie nowa notka.
Melduje się małpo XDDD
OdpowiedzUsuńTak notka cudowna :*
Ja jakoś nie jaram się zbytnio Krystianem XDDD Ale fajnie poczytać opowiadanie o nim. Książki nie czytałam, film oglądałam i tyle XD
No to czekam na nexta. Weny i pozdrawiam :*